Zgodnie z Uchwałą nr XXXVII/979/2017 Rady Miasta Gdańska z dnia 30 marca 2017 roku w sprawie dostosowania sieci szkół ponadgimnazjalnych i specjalnych do nowego ustroju szkolnego informujemy, że z dniem 1 września 2017 r. Szkoła Mistrzostwa Sportowego nr 2 zostaje włączona do Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 33. W związku z powyższym serdecznie zapraszamy wszystkich młodych ludzi chcących rozwijać po mistrzosku swoje siatkarskie talenty.

W naszym Zespole każdy jest ważny!

Szkoła Mistrzostwa Sportowego nr 2
z oddziałami Szkoły Mistrzostwa Sportowego nr 3
w Gdańsku
w piłce siatkowej chłopców i dziewcząt

Walka jest zwycięstwem!

Start Aktualności Galerie

Dobre słowo dla Ciebie:

CZY SMARTFONY ZNISZCZYŁY POKOLENIE?

Postmillenialsi czują się swobodniej on-line, niż imprezując gdzieś na zewnątrz i dlatego dzisiejsza nastoletnia młodzież jest fizycznie bezpieczniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak biorąc pod uwagę zdrowie, ci młodzi ludzie są na skraju kryzysu psychicznego.


JEAN M. TWENGE

3 SIERPNIA, 2017 | TECHNOLOGIA

tłum. Magdalena Żółkiewicz, Laboratorium Innowacji Społecznych, Gdynia

oryginał: https://www.theatlantic.com/amp/article/534198/

Pewnego dnia ubiegłego lata, zadzwoniłam do Atheny, trzynastolatki mieszkającej w Houston w stanie Texas. Gdy odebrała telefon – ma iPhone’a odkąd ukończyła 11 lat – brzmiała jakby właśnie się obudziła. Gdy rozmawiałyśmy o jej ulubionych piosenkach i programach telewizyjnych, zapytałam, co lubi robić ze przyjaciółmi.

„Chodzimy do galerii handlowych” – odpowiedziała.

Rodzice was podwożą?” – dopytywałam, pamiętając, jak w czasach gimnazjum w latach 80-tych chętnie korzystałam z kilku godzin zakupów bez opieki rodziców.

Nie, jeżdżę z rodziną – odpowiedziała Athena. – Jedziemy z mamą i braćmi i potem chodzimy trochę z tyłu za nimi. Muszę tylko powiedzieć mamie, gdzie idziemy i meldować się co godzinę albo pół”.

Wycieczki do galerii handlowych odbywają się sporadycznie – mniej więcej raz na miesiąc. Athena i jej znajomi dużo częściej spędzają czas ze sobą za pośrednictwem komórek, bez żadnego nadzoru. W odróżnieniu od mojego pokolenia spędzającego wieczory na plotkach i blokowaniu domowej linii telefonicznej, dzisiejsi nastolatkowie porozumiewają się przez Snapchat – apkę na telefony komórkowe umożliwiającą użytkownikom wysłanie zdjęć i filmików, które szybko znikają. Dbają o podtrzymywanie Snapstreaków[i], które pokazują przez ile kolejnych dni z rzędu „snapowali” między sobą. Czasem zapisują zrzuty ekranu z wyjątkowo śmiesznymi zdjęciami znajomych.

„To dobry szantaż” – stwierdziła Athena (z uwagi na fakt, że jest niepełnoletnia, nie podaję jej prawdziwego imienia).

Powiedziała mi, że większą część lata spędziła, przesiadując z komórką w swoim pokoju. Stwierdziła, że jej pokolenie po prostu już takie jest.

„Nie mieliśmy możliwości wyboru poznawania życia bez iPadów i iPhonów. Myślę, że nasze komórki lubimy bardziej niż ludzi”.

 Przez 25 lat prowadziłam badania różnic pokoleniowych, począwszy od czasów gdy byłam 22-letnią doktorantką na psychologii. Definiujące pokolenie cechy pojawiają się zazwyczaj stopniowo i w trakcie całego okresu jaki dana generacja obejmuje. Poglądy i zachowania, które były często odnotowywane, są po prostu dalej obserwowane. Dla przykładu, millenialsi to pokolenie wysoce indywidualistyczne, ale rosnący indywidualizm był obserwowany już od czasu, gdy Baby Boomers włączyli się, dostroili i odpadli[ii]. Przyzwyczaiłam się do ilustrujących trendy wykresów liniowych przypominających niskie pagórki i płytkie doliny. Potem zaczęłam badać pokolenie Atheny.

Mniej więcej w 2012 roku zauważyłam gwałtowne zmiany zachowań i stanów emocjonalnych nastolatków. Łagodne zbocza wykresów liniowych stały się stromymi górami i urwistymi klifami, a wiele charakterystycznych dla pokolenia millenialsów cech zniknęło. W żadnych z dotychczasowych analiz danych dotyczących pokoleń – niektórych sięgających nawet lat 30. XX wieku – nie zaobserwowałam takiego zjawiska.

1. Powab niezależności, tak silny dla wcześniejszych pokoleń, w mniejszym stopniu wodzirej wśród dzisiejszych nastolatków.

Na początku sądziłam, że są to krótkie spadki i skoki, ale na przestrzeni kilku lat i w szeregu ogólnokrajowych badań trendy się utrzymywały. Nastąpiły zmiany nie tylko ilościowe, ale i jakościowe. Największą różnicą między millenialsami i ich poprzednikami był sposób w postrzeganiu świata. Dzisiejsi nastolatkowie różnią się od millenialsów nie tylko poglądami, ale także sposobem spędzania czasu. To co przeżywają każdego dnia różni się radykalnie od tego, czego doświadczała młodzież dorastająca tylko kilka lat wcześniej.

Co wydarzyło się w 2012 roku, powodując tak dramatyczne zmiany zachowań? Był to już czas po kryzysie finansowym, który oficjalnie trwał od 2007 do 2009 roku i silniejszy wpływ miał millenilasów próbujących odnaleźć się w tracącej oddech gospodarce. Ale był to też rok, w którym odsetek Amerykanów posiadających smartfony przekroczył właśnie 50%.

Im dłużej ślęczałam nad corocznymi badaniami postaw i zachowań nastolatków, im więcej rozmawiałam z młodymi ludźmi jak Athena, tym bardziej oczywiste stało się, że są pokoleniem ukształtowanym przez smartfony i towarzyszący im rozwój mediów społecznościowych. Nazywam ich iGeneracją (pokoleniem iGen). Urodzeni między 1995 a 2012 rokiem, przedstawiciele tego pokolenia dorastają ze smartfonami, mają konto na Instagramie zanim jeszcze zaczną naukę w szkole średniej i nie pamiętają czasów sprzed Internetu. Millenialsi również dorastali z siecią www, ale Internet w ich życiu nie był wszechobecny – zawsze pod ręką, w dzień i w nocy. Gdy w 2007 roku iPhone wszedł na rynek, najstarsi przedstawiciele iGeneracji byli wczesnymi nastolatkami, a w 2010 gdy pojawił się iPad – uczniami szkół średnich. Przeprowadzone w 2017 roku na ponad 5 000 amerykańskich nastolatków badanie pokazało, że troje z czworga ma iPhone’a.

Wraz z nadejściem smartfonu i jego kuzyna tabletu szybko zaczęto załamywać ręce nad szkodliwością spędzania czasu przed ekranem. Jednak skala oddziaływania tych urządzeń nie została jeszcze w pełni dostrzeżona i wykracza daleko poza zwyczajową troskę nad problemem skróconego czasu koncentracji. Pojawienie się smartfonów radykalnie zmieniło wszystkie aspekty życia nastolatków – od form interakcji społecznych po zdrowie psychiczne. Zmiany objęły młodych ludzi w całym kraju –  w każdym typie gospodarstwa domowego. Trendy można obserwować zarówno wśród biednych jak i bogatych, w każdej grupie etnicznej, w dużych miastach, na przedmieściach i w małych miasteczkach. Tam gdzie są wieże telefonii komórkowej, tam są i nastolatkowie spędzający życie w komórkach.

Dla tych z nas, którzy z sentymentem wspominają bardziej analogową młodość, wszystko to może wydawać się dziwne i niepokojące. Celem badania pokoleniowego nie jest jednak ulegnie nostalgii za tym co było, ale zrozumienie teraźniejszych zjawisk. Jedne zmiany pokoleniowe są pozytywne, drugie negatywne, jeszcze inne – mogą być zarówno takie i takie. Dzisiejsi nastolatkowie czują się swobodniej w swoich pokojach niż za kierownicą samochodu czy na imprezie, i dlatego fizycznie są bezpieczniejsze niż młodzież kiedykolwiek wcześniej. Znaczenie rzadziej mają wypadki samochodowe, ponieważ w odróżnieniu od poprzedników dużo mniej pociąga ich alkohol, w mniejszym stopniu narażone są na wszelkie wiążące się z nim problemy.

Jednakże, biorąc pod uwagę zdrowie psychiczne, dzisiejsza młodzież jest bardziej podatna i wrażliwa niż millenialsi – od 2011 roku wskaźniki depresji i samobójstw wśród młodzieży poszybowały w górę. Stwierdzenie, że przedstawiciele iGeneracji są na skraju największego od dziesięcioleci kryzysu psychicznego wcale nie będzie przesadą. Korzeni tego stanu można w dużej mierze doszukać się w telefonach komórkowych.

Nawet gdy jakieś iście sejsmiczne wydarzenie – wojna, skok technologiczny, darmowy festiwal w błocie – odgrywa większą rolę w kształtowaniu grupy młodzieży, żaden pojedynczy czynnik nigdy nie definiuje całego pokolenia. Style wychowania i postawy rodzicielskie wciąż się zmieniają, tak samo jak i programy szkolne czy kultura i wszystkie te czynniki mają znaczenia. Ale to właśnie jednoczesny rozkwit smartfonów i mediów społecznościowych spowodował wstrząs o ogromnej i od dłuższego czasu– a być może nigdy przedtem – niezaobserwowanej sile. To nieodparty dowód, że urządzenia, które zostawiliśmy w rękach młodych ludzi, mają przemożny wpływ na życie nastolatków i są źródłem ich nieszczęścia.

na początku lat 70. xx wieku fotograf Bill Yates zrobił serię portretów na torze wrotkarskim Sweetheart w Tampa na Florydzie. Na jednym ze zdjęć stoi nastolatek bez koszulki z dużą butelką miętowego Schnappsa wciśniętą za pasek jeansów. Na innym chłopiec, niewyglądający na więcej niż 12 lat, pozuje z papierosem w ustach. Tor był miejscem, do którego dzieciaki mogły uciec przed rodzicami i gdzie miały swój własny świat – świat w którym mogły pić, palić i obściskiwać się na tyłach samochodów. W surowej czerni i bieli młodzi Boomerzy wpatrują się w aparat Yeatesa z pewnością siebie zbudowaną na dokonywaniu samodzielnych wyborów – nawet jeśli, a może właśnie dlatego, według rodziców decyzje te nie były właściwe.

Piętnaście lat później, w czasie gdy sama byłam nastoletnią przedstawicielka pokolenia X, palenie straciło nieco swój romantyzm, ale niezależność nadal była w cenie. Ze znajomymi snuliśmy plany zdobycia prawa jazdy najszybciej jak to możliwe, umawiając się spotkanie w dziale komunikacji na dzień szesnastych urodzin, a nowo odkrytą wolność wykorzystywaliśmy, żeby uciec przed ograniczeniami miejskich peryferii. Gdy rodzice pytali „O której będziesz w domu?” – odpowiadaliśmy: „A o której muszę?”.

Ale magia niezależności, tak silna dla wcześniejszych pokoleń, w mniejszym stopniu rządzi dzisiejszymi nastolatkami, którzy rzadziej wychodzą z domu bez rodziców. Zmiana jest niewiarygodna: w 2015 roku uczniowie ostatnich klas szkół średnich w na spotkania ze znajomymi wychodzili z domu rzadziej niż jeszcze w 2009 uczniowie ostatnich klas podstawówki.

Dzisiejsi nastolatkowie rzadziej umawiają się na randki. Początek zalotów, który X-y nazywały „podobaniem się” („Och, podobasz mu się!”), teraz młodzież nazywa „rozmawianiem” – dość ironiczny wybór określenia dla pokolenia, które od prawdziwej rozmowy woli wysłanie wiadomości tekstowych. Dwójka nastolatków, którzy „rozmawiają” ze sobą przez jakiś czas, później może zacząć umawiać się na randki. Jednak w 2015 tylko 56% uczniów ostatnich klas szkół średnich było na randkach; dla Boomerów i X-ów odsetek wynosił 85%.

W ślad za spadkiem wskaźnika randek można obserwować obniżenie aktywności seksualnej. Największy spadek można zaobserwować w grupie uczniów pierwszych klas szkół średnich, wśród których od 1991 roku liczba aktywnych seksualnie nastolatków spadła o blisko 40%. Obecnie przeciętny nastolatek odbywa pierwszy stosunek przed przedostatnią klasą szkoły średniej – rok później niż przeciętny X. Mniejsza liczba aktywnych seksualnie nastolatków przyczyniła się do pojawienia się nowego – według wielu jednego z najpozytywniejszych –trendu: w 2016 roku wskaźnik porodów wśród nastolatek osiągnął najniższy dotychczasowy poziom – o 67% niższy niż ostatni współcześnie odnotowany szczyt z 1991 roku.

Nawet prowadzenie samochodu – symbol młodzieżowej wolności wpisany w amerykańską popkulturę od „Buntowniku z wyboru” począwszy i na „Wolnym dniu Ferrisa Buellera” skończywszy – dzisiejszych nastolatków już tak bardzo nie pociąga. Prawie każdy Boomer jeszcze przed ukończeniem szkoły średniej posiadał prawo jazdy; dziś ponad jedna czwarta uczniów, kończąc szkołę średnią, wciąż nie ma takich uprawnień. Niektórzy uważają nawet, że ich rodzice są na tyle świetnymi szoferami, że nie mają się co spieszyć z nauką jazdy.

„Rodzice wszędzie mnie wozili i nigdy nie narzekali, więc zawsze mogłam liczyć na podwózkę – powiedziała mi dwudziestojednoletnia studentka w San Diego. – Prawo jazdy zrobiłam dopiero wtedy, gdy mama mi kazała, mówiąc, że nie będzie już mogła podwozić mnie do szkoły”.

Dziewczyna w końcu zrobiła prawo jazdy pół roku po osiemnastych urodzinach. Podczas kolejnych rozmów, młodzież opowiadała, że to właśnie rodzice suszyli im głowy o prawo jazdy – dla wcześniejszych pokoleń sytuacja niewyobrażalna.

Niezależność nie przychodzi darmo – benzyna czy Schnapps kosztują. Wcześniej wielu młodych ludzi pracowało – z własnej woli i chęci finansowania swej wolności albo mobilizowani przez rodziców chcących, by ich dzieci poznały wartość dolara. Ale młodzi przedstawiciele iGeneracji nie pracują już tak licznie (nie posiadają własnych pieniędzy). Pod koniec lat 70. XX wieku 77% uczniów ostatniego roku szkoły średniej pracowało w trakcie roku szkolnego; w połowie 2010 roku – już tylko 5%. O połowę spadła liczba uczniów ostatniej klasy szkoły podstawowej, którzy pracują. Kryzys finansowy spowodował przyspieszenie i pogłębienie spadku wskaźników, ale zatrudnienie wśród młodzieży nie wróciło do wcześniejszego poziomu, mimo że liczba miejsc pracy ponownie się zwiększyła.

Oczywiście odsuwanie w czasie odpowiedzialności związanej z dorosłością nie jest żadną innowacją iGeneracji. W latach 90. XX wieku X-y były ostatnie w kolejce do tradycyjnych wyznaczników dorosłości. Przedstawiciele generacji X, tak samo chętnie jak Boomerzy, zdobywali prawo jazdy, sięgali po alkohol i chodzili na randki. Częściej uprawiali seks i przypadki ciąży wśród nastolatek były wtedy częstsze. Gdy jednak X-y wkroczyły już dorosłość, później niż ich poprzednicy zawierały związki małżeńskie i rozpoczynały kariery zawodowe.

Przedstawicielom pokolenia X udało się rozciągnąć młodość poza wcześniej ustalone ramy czasowe. Wcześniej zaczynali i później kończyli okres, w którym stawali się w pełni dorośli. Okres młodości millenialsów i następnie przedstawicieli iGeneracji zaczął się skracać, ale tylko dlatego, że jego początek jest opóźniany.

We wszystkich aspektach – picie alkoholu, randki, spędzanie czasu bez opieki dorosłych – dzisiejsi osiemnastolatkowie bardziej przypominają niegdysiejszych piętnastolatków, a dzisiejsi piętnastolatkowie – wcześniejszych trzynastolatków. Obecnie dzieciństwo rozciąga się daleko na szkołę średnią.

Dlaczego dzisiejsi nastolatkowie odraczają obowiązki i przyjemności związane z dorosłością? Nie bez znaczenia są tu z pewnością zmiany gospodarcze i rodzicielstwo. W dobie gospodarki informacyjnej premiującej wyższe wykształcenie bardziej niż wczesną historię zatrudnienia, rodzice są bardziej skłonni, żeby zachęcać dzieci do zostawania w domu niż do pracy na część etatu. Z kolei nastolatkowie wydają się być zadowoleni z takiego domatorskiego układu – nie dlatego, że są takimi pilnymi uczniami, lecz dlatego, że ich całe życie towarzyskie jest w telefonie komórkowym. Nie muszą wychodzić z domu, żeby spędzić czas ze znajomymi.

Jeśli dzisiejsi nastolatkowie byliby pokoleniem kujonów, fakt ten byłby widoczny w danych. Jednak w 2010 roku uczniowie klas ósmych szkół podstawowych, drugich i przedostatnich klas szkół średnich poświęcili na pracę domową faktycznie mniej czasu niż nastolatkowie generacji X w latach 90. XX wieku. (Uczniowie ostatnich klas szkół średnich, którzy wybierają się na czteroletnie studia nad pracą domową spędzają porównywalnie tyle samo czasu co ich poprzednicy). Niewiele się w ostatnich latach zmieniło jeśli chodzi o czas, jaki uczniowie najstarszych klas szkół średnich poświęcają na koła zainteresowań, sport i aktywność fizyczną. Gdy połączymy to zjawisko ze spadkiem zatrudnienie, okazuje się, że nastolatkowie iGeneracji mają nie mniej, lecz więcej wolnego czasu niż młodzież pokolenia X.

Jak zatem pożytkują cały ten wolny czas? Sami i często przygnębieni siedzą w swoich pokojach, wpatrując się w telefony komórkowe.

 

Jedną z ironicznych cech iGeneracji jest fakt, że spędzając dużo więcej czasu z rodziną pod jednym dachem, dzisiejsi nastolatkowie wcale nie mają bliższych – w porównaniu z poprzednikami – relacji z rodzicami. „Widziałam znajomych z ich rodzinami, nie rozmawiają ze sobą – powiedziała mi Athena. – Odpowiadają tylko »Ok, dobra, obojętne«, rozmawiając jednocześnie przez telefon. Nie interesują się swoją rodziną”.

Athena, tak jak jej rówieśnicy potrafi niczym zawodowiec wyciszyć głosy rodziców, całą uwagę skupiając się na swoim telefonie. Większą część lata spędziła, będąc w kontakcie ze znajomymi, ale praktycznie cały czas przez Snapchat albo SMS-ując.

„Więcej czasu spędziłam w telefonie niż faktycznie z ludźmi” – powiedziała. – Na moim łóżku jest jakby odcisk mojego ciała”.  

To również zjawisko typowe dla iGeneracji. W okresie od 2000 do 2015 roku liczba nastolatków spotykających się codziennie ze znajomymi spadła o ponad 40%; ostry spadek można zaobserwować szczególnie w ostatnich kilku latach. Nie chodzi już tylko o mniejszą liczbę chodzących na imprezy dzieciaków – również mniej nastolatków spędza czas razem, a dotychczas była to cecha charakterystyczna dla wszystkich grup – kujonów i osiłków, pochodzących z biednych i bogatych rodzin, trójkowych i piątkowych uczniów. Tor wrotkarki, boisko do koszykówki, basen miejski, miejscówka lokalnych schadzek – wszystkie te miejsca zostały zastąpione wirtualną przestrzenią, do której wchodzi się przed apki i sieć www.

Można by podejrzewać, że nastolatkowie spędzają w tej przestrzeni tak dużo czasu, ponieważ są tam szczęśliwi, jednak większość danych sugeruje, że wcale tak nie jest. Podczas badania Monitoring Przyszłości[iii] – prowadzonego przez Krajowy Instytut ds. Nadużywania Środków Odurzających (NIDA) i opracowanego na reprezentatywnej dla całego kraju grupie – co roku od 1975 roku zadaje się ponad 1000 pytań uczniom ostatnich klas szkół średnich, a od 1991 roku przepytuje się również uczniów ostatnich klas szkół podstawowych i drugich klas szkół średnich. W badaniu nastolatkom zadawane są pytania o to, jak bardzo są szczęśliwi i o to, ile wolnego czasu poświęcają na różne czynności, w tym m.in. aktywności bez ekranu, jak np. bezpośrednie interakcje społeczne, ćwiczenia sportowe, a w ostatnich latach również aktywności z wykorzystaniem ekranów, jak korzystanie z mediów społecznościowych, pisanie wiadomości tekstowych, przeglądanie Internetu. Wyniki badań są jasne: nastolatkowie, którzy spędzają ponad średnią liczbę godzin przed ekranem częściej bywają nieszczęśliwe. I analogicznie: prawdopodobieństwo odczuwania szczęścia jest większe u dzieci, które więcej czasu spędzają na aktywnościach niezwiązanych z wykorzystaniem ekranu.

Nie jest to pojedynczy wyjątek. Wszystkie aktywności związane z wykorzystaniem ekranów łączą się z mniejszym poczuciem szczęścia, i wszystkie aktywności bez użycia ekranów są powiązane z wyższym wskaźnikiem odczuwania szczęścia. Wśród badanych uczniów ostatnich klas szkół podstawowych stwierdzenie odczuwania nieszczęścia występuje o 56% częściej u korzystających z mediów społeczniościowych powyżej 10 godzin tygodniowo, niż u nastolatków, którzy mniej czasu poświęcają na tę aktywność. Trzeba przyznać, że 10 godzin tygodniowo to sporo. Jednak u nastolatków, którzy spędzają w społecznościówkach od 6 do 9 godzin prawdopodobieństwo stwierdzenia odczuwania nieszczęścia jest wciąż 47% większe niż u tych, którzy jeszcze rzadziej zaglądają na portale społecznościowe. Sytuacja jest wręcz odwrotna w przypadku bezpośrednich interakcji. U tych, którzy w towarzystwie znajomych i przyjaciół spędzają ponad średnią liczbę godzin prawdopodobieństwo stwierdzenia poczucia nieszczęścia jest 20% mniejsze niż u tych, którzy rzadziej spotykają się ze znajomymi.

2. Im więcej czasu młodzi ludzie spędzają, wpatrując się w ekrany, tym prawdopodobieństwo odnotowywania przez nich objawów depresji jest większe.

Jeśli w oparciu o wyniki badań mielibyśmy sformułować radę dotyczącą szczęśliwej młodości, byłaby bardzo prosta: odłóżcie telefony, wyłączcie laptopy i zróbcie coś – cokolwiek – co nie jest związane bez używania ekranu. Oczywiście, analizy te nie dowodzą jednoznacznie, że czas spędzony przed ekranem jest powodem odczuwania nieszczęścia; możliwe, że to właśnie nieszczęśliwi nastolatkowie spędzają więcej czasu on-line. Jednak wyniki ostatnich badań sugerują, że czas spędzany przed ekranem, szczególnie na portalach społecznściowych, istotnie powoduje nieszczęśliwość. W jednym z badań studenci college’u posiadający konta na Facebooku zostali poproszeni, by przez dwa tygodnie wypełniać przez telefon krótkie ankiety. Pięć razy w ciągu dnia dostawali SMS-a z linkiem, pod którym raportowali informacja na temat nastroju i tego, ile czasu korzystali z Facebooka. Im więcej czasu spędzali na Facebooku, tym większą nieszczęśliwość odczuwali, ale jednocześnie odczuwanie nieszczęścia nie prowadziło do częstszego czy dłuższe korzystania z portalu społecznościowego.

Portale społecznościowe takie jak Facebook obiecują łączyć nas ze znajomymi i przyjaciółmi, ale wyłaniający się z danych portret iGeneracji pokazuje nam pokolenie samotne i zaburzone. Nastolatkowie, którzy codziennie korzystają z portali społecznościowych, ale rzadziej spotykają się ze znajomymi, najczęściej zgadzają z wypowiedziami takimi jak: „Wielokrotnie odczuwałem/-am samotność”, „Często czuję się pominięty/-a//wykluczony-/a przez grupę”, czy „Często żałuję, że nie mam więcej dobrych znajomych”. W 2013 roku wskaźnik samotności wśród nastolatków poszybował w górę i od tego czasu utrzymuje się na wysokim poziomie.

Nie zawsze oznacza to, że w indywidualnych przypadkach, młodzi ludzie przesiadujący więcej czasu w sieci są samotniejsi niż ci, które spędzają mniej czasu są on-line. Przeciętni nastolatkowie, którzy częściej korzystają z mediów społecznościowych, również więcej czasu spędzają bezpośrednio ze znajomymi i przyjaciółmi – bardzo towarzyscy nastolatkowie są aktywniejsi w obu przestrzeniach i analogicznie sytuacja wygląda w przypadku młodzieży mniej towarzyskiej. Jednak, biorąc po uwagę całe pokolenie, nastolatkowe spędzający więcej czasu w komórkach i mniej w bezpośredniej interakcji ze znajomymi i przyjaciółmi, częściej czują się nieszczęśliwi.

Podobnie jest w wypadku depresji. Znów skutki skutek spędzania czasu przed ekranem są wyraźne: im nastolatkowie dłużej wpatrują się w ekrany, tym prawdopodobieństwo odnotowywania objawów depresji jest większe. Wśród uczniów ostatnich klas szkół podstawowych korzystających intensywnie z mediów społecznościowych ryzyko zachorowania na depresję jest o 27% większe, podczas gdy u nastolatków uprawiających sport, biorących udział w uroczystościach religijnych, czy nawet poświęcających ponadprzeciętną ilość czasu na prace domową, zagrożenie wystąpienia depresji jest znacząco mniejsze.

Współczynnik prawdopodobieństwa samobójstwa, np. planowanie, jest 35% wyższy w przypadku nastolatków korzystających z urządzeń elektronicznych dłużej niż 3 godziny dziennie (dużo wyższy niż np. ryzyko związane z oglądaniem telewizji). Część danych, które pośrednio, ale w zadziwiający sposób na dobre i złe, oddają rosnącą izolację młodych ludzi: od 2007 roku wskaźnik zabójstw wśród nastolatków spadł, tymczasem wzrósł wskaźnik samobójstw. Młodzi ludzie przestali spędzać czas razem i dlatego szansa zabicia rówieśnika jest mniejsza, podczas gdy prawdopodobieństwo samobójstwa jest większe. W 2011 roku, po raz pierwszy od 24 lat, wskaźnik samobójstw wśród nastolatków był wyższy niż wskaźnik zabójstw.

Za depresją i samobójstwem stoi wiele przyczyn; oczywiście nadmiar technologii nie jest jedynym powodem obecnego stanu rzeczy. W latach 90. XX w., długo przed pojawieniem się smartfonów, wskaźnik samobójstw wśród nastolatków był nawet wyższy. Z drugiej strony, obecnie około 4 razy więcej Amerykanów bierze antydepresanty, co często jest skutkiem leczenia ciężkiej depresji, w przypadku której występuje najwyższe powiązanie z samobójstwem.

Jaki jest związek między smartfonami i wyraźnym cierpieniem psychicznym, jakiego doświadcza to młode pokolenie? Pomimo wszystkich możliwości kojarzenia i łączenia ludzi w dzień i w nocy, media społecznościowe powodują nasilenie odwiecznej obawy młodych – wykluczenia z grupy. Dzisiejsi nastolatkowie mogą rzadziej chodzić na imprezy i mniej czasu spędzać ze sobą, ale gdy się już zbierają razem, zagorzale dokumentują swoje spotkania – na Snapchatcie, Instagramie, Facebooku. Ci, którzy nie zostali zaproszeni, mają tego bolesną świadomość. Konsekwentnie, wskaźnik nastolatków, którzy czują się pominięci osiągnął najwyższe dotychczasowe wartości we wszystkich grupach wiekowych. Tak jak w przypadku podwyższenia wskaźnika sam0tności, można zaobserwować drastyczny i wyraźny wzrost poczucia wykluczenia z grupy.

Szczególnie gwałtowny trend można zaobserwować wśród dziewcząt. Dla porównania, podczas badania w 2015 roku aż 48% więcej dziewcząt niż w 2010 stwierdziło, że często czuje się wykluczone, podczas gdy w przypadku ankietowanych chłopców wskaźnik był wyższy o 27%. Dziewczęta częściej korzystają z mediów społecznościowych, co sprawia, że również częściej mogą mieć powód, żeby, odczuwać wykluczenie i samotność, obserwując spotykających się bez nich znajomych czy kolegów i koleżanki z klasy. Jednocześnie media społecznościowe nakładają psychologiczny podatek na publikującą post nastolatkę, która niecierpliwie wyczekuje na afirmację w postaci komentarzy i polubień („lajków).

„Denerwuję się tym, co pomyślą i napiszą inni. Czasem przejmuję się, że zdjęcie nie ma nie ma określonej liczby lajków” – zwierzyła się Athena, wrzucając zdjęcia na Instagram.

Wzrost częstotliwości objawów depresji wśród dzisiejszej młodzieży jest szczególnie zauważalny u dziewcząt. W okresie od 2012 do 2015 roku wskaźnik objawów depresyjnych u chłopców wzrósł o 21%, podczas gdy wśród dziewcząt – ponad dwukrotnie więcej, bo o 50%. Wzrost liczby samobójstw również jest bardziej widoczny wśród dziewcząt. Mimo że wskaźnik wzrósł w przypadku obu płci, w 2015 trzykrotnie więcej dziewcząt w wieku 12-14 lat popełniło samobójstwo niż w 2007 roku; dla porównania, w przypadku chłopców wskaźnik był odpowiednio dwukrotnie wyższy. Całkowity wskaźnik samobójstw jest wciąż wyższy wśród chłopców, po części dlatego że stosują oni skuteczniejsze metody, jednak dziewczęta zaczynają nadrabiać różnicę.

Źródła tragiczniejszych dla nastoletnich dziewcząt konsekwencji można doszukiwać się w fakcie, że to właśnie one są bardziej narażone na cyberprzemoc. Chłopcy przejawiają tendencję do fizycznego znęcania się nad innymi, podczas gdy dziewczęta częściej stosują przemoc psychiczną, np. podważając status społeczny ofiary lub podkopując jej relacje z innymi. Dla dziewcząt w wieku gimnazjalnym i licealnym media społecznościowe stają się przestrzenią, w której przez całą dobą mogą wyrażać agresję wedle uznania – bojkotować i wykluczać inne dziewczęta.

Zarządzający mediami społecznościowymi oczywiście wiedzą o tych niepokojących zjawiskach i podejmują pewne próby przeciwdziałania cyberprzemocy. Jednak ich pobudki są co najmniej niejasne. Nie tak dawno wyciekły dokumenty Facebooka, z których wynikało, że koncern chwalił się reklamodawcom możliwościami określenia stanu emocjonalnego nastolatków w oparciu o zachowanie na stronie, a nawet precyzyjnego wskazania „momentów, w których młodzi ludzie potrzebują pobudzenia pewności siebie”. Facebook przyznał, że dokumenty są prawdziwe, ale zaprzeczył oferowaniu „narzędzi do targetowania ludzi na podstawie ich stanów emocjonalnych”.

 

 W lipcu 2014 roku w północnym Teksasie trzynastoletnią dziewczynkę obudził zapach spalenizny. Jej telefon przegrzał się i zaczął topić na pościeli. Krajowe agencje informacyjne podchwyciły temat, podsycając obawy czytelników przed samozapłonami telefonów. Dla mnie jednak palący się telefon nie był jednym zaskakującym aspektem tej historii. Zastanowiło mnie, dlaczego ktoś miałby spać z telefonem łóżku. Przecież nie po to, żeby surfować po sieci podczas snu. I kto potrafiłby głęboko zasnąć obok brzęczącego kilkanaście centymetrów dalej telefonu?

Zaciekawiona zapytałam swoich licencjatów z Uniwersytetu w San Diego, co robią z telefonami, gdy idą spać. Z ich odpowiedzi rysowały się cechy charakterystyczne dla zachowań obsesyjnych. Prawie wszyscy spali z telefonami, kładąc je pod poduszkami, na materacach lub przynajmniej w zasięg ręki. Studenci przeglądali media społecznościowe zanim położyli się spać i sięgali po telefony rano, jak tylko się obudzili (musieli – wszyscy używali komórek jako budzików). Telefon był ostatnią rzeczą, którą widzieli przed zaśnięciem i pierwszą po przebudzeniu. Jeśli obudzili się w nocy, koniec końców często zaglądali do telefonów. Niektórzy z ankietowanych używali wyrażeń charakterystycznych w przypadku uzależnienia.

„Wiem, że nie powinna/powinienem, ale nic nie poradzę” – powiedziała jedna z osób o przeglądaniu telefonu w łóżku.

Inni postrzegali telefony jako przedłużenie ciała – a nawet jako kochanka/-ę: „Telefon pod ręką koi mnie do snu”.

Być może smartfon stanowi jakiś rodzaj ukojenia, ale zakłóca rytm snu: wielu młodych ludzi obecnie śpi częściej mniej niż 7 godzin na dobę. Według specjalistów badających zjawisko snu, nastolatkowie powinni spać około 9 godzin dziennie; młody człowiek śpiący krócej niż 7 godzin na dobę może cierpieć z powodu objawów niedoboru snu. W 2015 na deprywację snu cierpiało 57% więcej nastolatków niż w 1991 roku. Tylko w ciągu 4 latach – od 20012 do 2015 roku – o 22% wzrosłą liczba nastolatków, którzy nie przesypiają 7 godzin w ciągu doby.

Kolejny raz obserwowany początek wzrostu objawów niedoboru podejrzanie zbiega się z czasem, gdy większość nastolatków dostała smartfony. Badanie krajowe pokazuje, że nastolatkowie, którzy korzystają z urządzeń elektronicznych dłużej niż 3 godziny na dobę, częściej niż ci, którzy z takich urządzeń korzystają krócej niż 3 godziny dziennie, śpią mniej 7 godzin. Jednocześnie w przypadku młodych ludzi codziennie używających mediów społecznościowych ryzyko deprywacji snu jest 19% wyższe. Do podobnych wyników doprowadziła metaanaliza badań dotyczących korzystania z urządzeń elektronicznych przez dzieci: w przypadku dzieci korzystających z urządzeń multimedialnych tuż przed snem prawdopodobieństwo, że będą źle spały jest wyższe, a prawdopodobieństwo, że będą śpiące w ciągu dnia jest ponad dwukrotnie wyższe.

 3. Obserwowałam z jaką swobodą i pewnością siebie, niepotrafiąca jeszcze dobrze chodzić najmłodsza córeczka, przesuwała palcem po ekranie iPada.

Silny negatywny wpływ na rytm snu wydaje się być charakterystyczną cechą wspólną urządzeń elektronicznych i mediów społecznościowych. W przypadku nastolatków czytających więcej książek i prasy niż przeciętny badany, ryzyko niedoboru snu jest istotnie niższe – czytanie usypia ich albo odkładają książki, gdy nadchodzi pora spania. Związek między kilkugodzinnym oglądaniem TV w ciągu dnia i krótszym snem jest znikomy. Jednak w przypadku smartfonów za często jest nam zbyt trudno się nim oprzeć.

Niezliczone dolegliwości i problemy – w tym zaburzenia funkcji poznawczych, podatność na choroby, przyrost wagi i podwyższone ciśnienie – są bezpośrednio związane z niedoborem snu. Deprywacja snu wpływa również na nastrój: osoby, które nie przesypiają wystarczającej liczby godzin snu, przejawiają skłonność do depresji i stanów lękowych. Znów trudno jest wyśledzić dokładny związek przyczynowy. Smartfony mogą być przyczyną braku snu doprowadzającą do depresji albo to komórki mogą powodować depresję, co prowadzi do braku snu. A być może inny czynnik jest przyczyną zarówno wzmożonej depresji jak i niedoboru snu. Jednak emitujący niebieskie światło smartfon prawdopodobnie odgrywa w tym wszystkim niechlubną rolę.

Zależności między depresją i korzystaniem z smartfonu są na tyle duże, że więcej rodziców powinno wyciągnąć z nich wnioski i limitować dzieciom dostęp do telefonów komórkowych. Nick Bilton, specjalizujący się w technologiach autor i dziennikarz, pisał, że niektórzy dyrektorzy i menadżerowie w Dolinie Krzemowej stosują podobne ograniczenia. Nawet Steve Jobs ograniczał swoim dzieciom dostęp i czas korzystania z urządzeń, które sam wprowadził na rynek.

Gra toczy się nie tylko o to, w jaki sposób dzieciaki przechodzą przez okres dorastania. Stała obecność smartfonów prawdopodobnie wpłynie na ich późniejszą dorosłość. Co najmniej połowa osób, u których wystąpił epizod depresyjny, w późniejszym życiu ponownie cierpi na depresję. Okres dorastania to kluczowy moment dla rozwoju umiejętności społecznych; nastolatki spędzające mniej czasu twarzą w twarz ze znajomymi i przyjaciółmi, mają mniej okazji do ćwiczenia takich umiejętności. W następnej dekadzie możemy spotkać więcej dorosłych osób, które będą potrafiły wybrać odpowiednią emotikonkę do sytuacji, ale nie będą umiały dobrać właściwego wyrazu twarzy.

Zdaję sobie sprawę, że ograniczanie dostępu do technologii może być nierealistycznym wymaganiem wobec generacji dzieciaków, które tak bardzo przywykły do tego, że przez cały czas są podłączone (m.in. do sieci). Moje trzy córki urodziły się kolejno w 2006, 2009 i 2012 roku. Są jeszcze zbyt małe, by przejawiać cechy charakterystyczne dla iGeneracji, ale zdążyłam się przekonać, jak bardzo nowe media zakorzenić się już w ich młodym życiu. Obserwowałam z jaką swobodą i pewnością, moja niepotrafiąca jeszcze dobrze chodzić najmłodsza córeczka, przesuwała palcem po ekranie iPada. Z sześciolatką przechodziłam rozmowy na temat posiadania własnej komórki. Przypadkiem podsłuchałam rozmowę dziewięcioletniej córki na temat najnowszej apki, która w czwartej klasie po prostu pozamiata.

Wydębienie komórek od naszych dzieci nie będzie łatwe, a z pewnością trudniejsze niż podejmowane przez pokolenie moich rodziców Don Kichota godne próby namówienia dzieci do wyłączenia MTV i wyjścia na dwór i świeże powietrze. Nie chodzi już tylko o nawoływanie nastolatków do odpowiedzialnego używania telefonów. Wpojenie dzieciom znaczenia umiaru w przyszłości może przynieść wiele korzyści. U osoby korzystającej z urządzeń elektronicznych dłużej niż 2 godziny w ciągu dnia zaobserwować można znaczące skutki oddziaływania takich sprzętów na zdrowie psychiczne i długość snu. Przeciętny nastolatek korzysta z urządzeń elektronicznych przez około dwie i pół godziny dziennie. Wyznaczenie młodym ludziom pewnych delikatnych granic może uchronić ich przed szkodliwymi nawykami.

W trakcie rozmów z nastolatkami zauważyłam pierwsze optymistyczne  sygnały – młodzi ludzie sami zaczynali dostrzegać związek między swoimi problemami i nieodłącznym telefonem. Athena zwierzyła się, że gdy spędza czas ze znajomymi i przyjaciółmi, często zamiast na nią patrzą na swoje telefony.

„Próbuję im coś powiedzieć, a oni nawet na mnie nie spojrzą” – powiedziała. – Wpatrują się w telefony albo smartwatche Apple’a”.

„Jakie to uczucie, kiedy chcesz z kimś porozmawiać twarzą w twarz, a ten ktoś nawet nie spojrzy na Ciebie?” – zapytałam.

„Trochę boli – odpowiedziała Athena – To smutne. Wiem, że pokolenie moich rodziców nie postępowało w ten sposób. Mogłabym mówić o czymś bardzo ważnym dla mnie, a oni w ogóle by mnie nie słuchali”.

Athena opowiadała mi, jak pewnego dnia spędzała czas z koleżanką, która SMS-owała do swojego chłopaka.

„Próbowałam porozmawiać z nią o mojej rodzinie, o tym co się u mnie słychać, a ona tylko »Aha, no, obojętne«, więc zabrałam jej telefon i rzuciłam nim o ścianę”.

Nie mogłam powstrzymać śmiechu. „Grasz w siatkówkę – stwierdziłam. – Masz niezły zamach?”

„No” – odpowiedziała Athena.

Artykuł zaczerpnięty z mającej wkrótce się ukazać książki autorstwa Jean M. Twenge’s, „Pokolenie iGen: Dlaczego współczesna, otoczona siecią nowoczesnymi technologiami młodzież jest mniej zbuntowana, bardziej tolerancyjna i nieszczęśliwa – i zupełnie nieprzygotowana do dorosłości – i jakie są tego konsekwencje dla nas wszystkich” (iGen: Why Today’s Super-Connected Kids Are Growing Up Less Rebellious, More Tolerant, Less Happy—and Completely Unprepared for Adulthood—and What That Means for the Rest of Us).

[i] Snapstreak – ciąg snapów wymienianych z daną osobą, rodzaj konwersacji na Snapchatcie; przyp. tłum.

[ii] turned on, tuned in, and dropped out – parafraza popularnej wśród pokolenia hippisów sentencji Turn on, tune in, drop out (Włącz się, dostrój, odpadnij) autorstwa Timothy’ego Leary’ego.

[iii] Monitoring the Future – prowadzone od 1975 roku prowadzone przez Krajowy Instytut ds. Nadużywania Środków Odurzających (National Institute on Drug Abuse) coroczne badanie zachowań, postaw i wartości wśród uczniów szkół średnich, uczniów college’ów (szkół policealnych) i młodych dorosłych w USA

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
36 0.19009804725647